Kochaj Życie! Kochaj Życie!
2005-11-22
18:35:16
skomentuj (6)

Fikla do Pikli! Odbiór!

Zachęcony brakiem odpowiedzi na poprzednią notę postanowiłem napisać taką notke przypominawczą: jeszcze żyję. Pić mi się chce, co jest jawnym bodźcem, który bodzie mnie ku kuchni, ale wytrwam do konca pisania...

kończę zatem ^^

Little Prince

2005-11-19
18:36:18
skomentuj (2)

8)

A jednak czuje się ten sentyment do małego księcia. Chyba jednak bede tu coś pisał. Może na przykład założe tutaj hasło i bedzie to tylko blog dla tych co zasłużą? Hm? Przyjaciele moi, co sądzicie?

Noga mi cierpnie!

Little Prince

2005-08-09
13:20:37
skomentuj (7)

Dżołk

To był żart, z tym skasowaniem!
No, może nie żart, ale postanowiłem nie kasować go i dalej redagować. Ale opłacało się, bo ustanowił się mały rekordzik osobisty! Na mojej skrzynce pocztowej, której nie używałem chyba od przeprowadzki jest 429 wiadomosci i 39 spamow. Szkoda tylko, że 426 z nich to jakieś posty z fanclubu Sdmu. Mogłem się nie zapisywać. Zamówiłem sobie na sprzedaży wysyłkowej gumeczki do fołnu mojego, bo się zdarły. I co? Miały być 21 lipca we wroclawiu i tak tydzien pozniej u mnie. Dzisiaj mamy 9 sierpnia i nic. NIe ma ich. Pisze do tego faceta codziennie a ten pewnie sie opala na Bahamach. WRACAJ PAN! CHCE MIEC LADNIE!

Little Prince

2005-04-13
14:41:30
skomentuj (5)

Stroję Fochy.

Nie posłucham się!
Nie zostanę! Nie!

Nowy blog : Clicque



Little Prince

2005-04-11
19:35:38
skomentuj (12)

Już nie. Broczę.

Mam ochotę na nowy szablon. Już nawet zarzuciłem lukiem na Folio, żeby nabyć odrobinę inspiracji, ale znalazłem tylko dwa obrazki, pierwszy oddaje naturę nazwy bloga, która teraz już w ogóle do mnie nie przemawia, wolę "bakłażan", albo "upuściłem-bakłażan". Naprawdę, poważnie zastanawiam się nad skasowaniem tego bloga (nie bądźmy tacy, kurczę, przywiązywawczy do bloga, kazdy durny notes się kiedyś kończy) i założyć nowego, zacząć nowe życie. Jak Judyta, "ileż można, cholera!". A nawiasem mówiąc, to skonczyłem wczoraj czytać "Serce na temblaku". Uśmiałem się że hej (bratanek koleżanki K. woła "ejgejhej"), na przykład jak Rozstawała się z Zębem. Dostałem Helgę!!!! Kocham Helgę! Helga to moja Nowa Patelnia Tefala Inicia Z Termostatem. Helga jest cudowna. Połyskliwa i brokatliwa. To znaczy, nie taki brokat od mejbelin, tylko taki w farbie albo innym czymś, co mnie nie obchodzi,ważne jest to co w środku (powłoka antypoślizgowa albo antyprzyklejającajaja, nie pamietam) tak się mieni. Natala narysowala w brulionie, który ma 20002394719398272 dziewcząt, bo kwiatuszki, elfa w gatkach, że niby ja. HA! Chcialbym, on przynajmniej byl szczuply! W szkole same trudne rzeczy i przeciwności losu. Bo cały czas. I w ogóle. Ja naprawdę chcę zmienić tą nazwe. No bo czyż "upuściłem-bakłażan" nie jest urocze? Koniec! Będę sobą! Ale jeszcze pomyślę. A Mentos tu sie ze mnie leje, że księżulek. Pewnie teraz mnie nikt nie będzie lubił, skoro gadam o tym, że drażetki się z mnie śmieją. Ale Mentos to nie drażetki. Mentos to kolezanka. Uzyłem jej pseudonimu, aby zataić jej imię. To chyba oczywiste. No, ale. A najpierw M. (jak Mentos) chciała mnie wyswatać z 3 kandydatkami. Ale nie wie o mnie tego, że jestem młodocianym księdzem i odprawiam msze w azerbejdżanskich poprawczakach. I raz w Macedonii. A raz mi się zdarzyło w Bochi, bo przejeżdzałem. No, ale to nie jest takie ważne, przecież każdy to o mnie wie. Jaki ten plasterek wygodny! I z poduszeczką! Będę spał na kciuku. Bo dzisiaj na środku zwycięstwa, to znaczy na placu Pjułsuckiego (transkrypcja, he, he) przeciąłem na wskroś mój kciuk. Tym durnym kapslem od wcześniej nabytego Tymbarka Psssssssssssss w sklepie Grazynka albo innym. Uczylismy sie dzisiaj na niemieckim o tym (nie o przecinaniu na wskroś tym durnym kapslem od nabytego wcześniej Tymbarka psssssssssssss w sklepie Grazynka albo innym). To znaczy, o czasie Plusquamperfekt. To znaczy zaprzeszły. Od razu jak to usłyszałem, to zachciało mi się skakać po sali i wołać "RERE KUM KUM", bo to "quam" tak brzmi, jak "RERE KUM KUM". Ale się powstrzymałem. że to jest taki przeszły jkeszcze dalej, no ale to taka dygresja. No i się przeciąłem i broczę krwią jakbym jej miał nadmiar! I leje się ze mnie. Zrywam się w kłus. Lecę, wylewając na siebie połowę wcześniej nabytego Tymbarka Psssssssss w sklepie Grazynka albo innym, liżąc palec. Wyglądałem jakbym myslal, ze to lizak. I lecę, liżę, leję. Aż dobiegam do sali Gileśtam, są tam, Magda i Bacia. Magda daje mi chusteczkę. Z tego wysiłku i odkrwienia jest mi słabo. Lecę pod zimną wodę. To znavczy, lecę do łazienki. Wkladam palec pod zimną wodę. Zaraz sie zamrożę. I umrę, myślę. No, ale po jakiejś trzeciej chusteczce przestaje. No, to to byłaby moja dzisiejsza historia. No, to ja może konczę, bo roboty huk, a ja leżę na laurach (pozdrowienia dla Laury). No, to idę, położę się na alfie (bo mam taki kocyk z nim)

Little Prince

2005-04-07
17:55:12
skomentuj (9)

Nonopt, tym razem

Nikt mnie nie kocha.
Jestem taki samotny.
Boję się ciemności.
No, może nie boję.
Odczuwam niezadowolenie, że nie odbieram ładnych kolorów, tylko depresjonistyczny czarny.
Nikt mnie nie kocha.
Nawet ptaki zrezygnowały z Ptasich Treli, takie dzisiaj ciśnienie.
................................


A tak z innej beczki, to moja Agutka dzisiaj zdała PANSTWOWY EGZAMIN PRAWOJAZDOWY!!! Jestem taaki dumny! I juz jest duuuza!


................................

A tak z innej beczki, to dzisiaj byłem u ortodonki. Znowu nie mam kolorowych gumek, a zbliża się maj! I co! ZNowu mam czekać! Nieeeee! Znowu mam ten durny łańcuszek na durnym kwadratowym łuku z durnymi oczkami, po co to komu.... A wczoraj już obmyślałem strategię kolorów! Miały być gumki zielono-zółte albo zielono-pomarańczowe. Zalezy, czy ładniejszy byłby żółty, czy pomarańczowy.

................................

A tak z innej beczki, to ja przecież pisalem we wtorek test! Poszedł mi wspaniale! Pomyliłem wschód z zachodem! (to znaczy, nie pomyliłem, byłem przekonany, że wschód to to na lewo!)A później pomyślałem, że strzelę zachód, ale się nie posłuchałem i strzeliłem wschód. A miałbym moze 40 punktów! No i co z tego? Ajnsztajn pewnie też nie miał 40 punktów.

..................................

A tak z innej beczki, to dzisiaj mnie Natala oblała sokiem moje stare dźinsy z czerwonymi wstawkami. To jej ukradłem rower, a teraz mnie świnia zablokowała. Taka przyjaciółka!

.................................

A tak z innej beczki, to boli mnie wszystko, bo dzisiaj źle spałem.

................................

A tak z pierwszej beczki, to nikt mnie nie kocha i jestem samotny i nikt mnie nie kocha. .



HAHAHA! Żartowałem! Ktoś mnie kocha, Mama, Agutek, Tata, Babcia, Dziadek, Babcia, Ptaszki, Drzewka, Hamaki, Liny, Szczury, Niebo, Gleba i w ogóle.

Little Prince

2005-03-28
17:39:02
skomentuj (6)

Znalazłem w szafie moje stare dżinsy z czerwonymi wstawkami. Poszedłem w nich na rolki.

U mojej babci i mojego dziadka (bo to seksism mówić "dziadków", lepiej mówić "moja babcia i mój dziadek" albo "mojej babci i jej męża" albo "mojego dziadka i jego żony" albo "brygada rr - rodzice rodziców") na podjeździe zakwitły przebiśniego! I te ich główki zwisają śmętnie jakby się bawiły w Marię Antoninę. Swoją drogą, chcialbym ją poznać. Hilary Swank grała w świetnym filmie "Afera Naszyjnikowa", gdzie właśnie Maryśka była. To znaczy, nie ona. Aktorka, która ją grała. Ha, ha, ha (tak się zawsze smieją w książkach, a często w ogole się nie śmieją i nie wiadomo, czy mówią to z humorem czy z ironią czy z ironicznym humorem czy z humorem ironii, jeżeli coś takiego w ogóle istnieje, ale to się własnie kocha w książkach, że trzeba się namyśleć, czy mówią to z humorem czy z ironią czy z ironicznym humorem czy z humorem ironii. Dlatego właśnie kocham książki.)No i tam ona była barwną postacią (jakby nie byla na prawdę. Jejku, jakie ja czasami plotę głupoty. Lubię ten zwrot - "pleść głupoty", bo dużo świadczy o tym kto rzeczone głupoty plecie. Bo to prawie zawsze takie głupki <> plotą głupoty, a muszą przecież być swiadomi tego, że plotą. To bardzo mądrzy ludzie, Ci głupole, coś mi się wydaje, że się do nich nie zaliczam). No, ale chciałem o przebisniageach. No i takie bieluchne! Przesle na mobloga zdjecie, jak dostaniemy erarachunek. No, a co ze świętami? No włacha! (To był nasz ulubiony skrót w 2 klasie). Dostałem od Zajączka książkę pt. "Wszystko OK? (to OK? zajmuje połowę okładki, tochę mnie przytłoczyło) psychologia dla nastolatków" (bardzo ciekawa książka, szczególnie (w tym, co już przeczytałem) dolegliwości psychosomatyczne. No, kto mi powie, co to są dolegliwości psychosomatyczne, a proces somatyzacją, prościej konwersją??? no kto??? teraz będę każdy ból innych osób tłumaczył dolegliwościami psychosomatycznymi, bo na sobie to nie dziala, bo wtedy dadzą od razu deprim albo zapiszą na terapię), czekoladę! czekoladę! Kroliczki, kaczuszki (?) jajeczka, malaga tiki-taki i kasztanki i inne rzeczy, których powinienem nie jesc, jeżeli kiedykolwiek chcę być lżejszy niuż teraz (około ośmiu ton, jak ktoś dużo przebywa z orkami, to się chce upodobnic. Widział ktoś tu orkę w okolicy?) i ferererererererererererererero roszer (naprawde mnie rozpieszczają). No i jest fajnie.



Nie lubię śmingusa-dyngusa (albo smigusa dugysa, kazdy mowi inaczej). To taka agresywna tradycja. Te wszyskite wodowydalawczo nastawione dzieci z tymi pistoletami większymi od nich, całe mokre w 10 stopniowy plus i w ogole, ganiają się jakby im za to płacili (wiem, wiem, że jestem świnia materialistyczna, ale to nie moja wina, to społeczenśtwo. I media.). I leją leją leją. Dom, kran. Leją, leją, leją. nie przestaną pewnie przez tydzien. Dzisiaj jechaliśmy z Patrykiem sobie na rolkach po folię aluminiową od babci dla taty, a ty Jego-Koledzy-Z-Klasy (z których jeden mówi "Lisa is read a booking", albo "Carl is read a booking", chodzi o sens zdania, nie o osobę) i leją, leją, leją. I jakiś miły pan mówi : "ale to chłopcy powinni lać dzierwczyny! co się chłopaków czepiacie!". Jego maluczka wnuczka (chyba) chowa się za nim, a gdy odwraca się od niej, ucieka w popłochu, rochlapując w tę i ową stronę wodę z kałuż. Po dzieciach, nie po deszczy. A potem wychodzą gangi wiadrowe. Chcą opanować świat poprzez zazapaleniopłucowanie dziewcząt (żeby nie przyszły do szkoły, bo opanowanie szkoły to pierwszy krok do świata, w koncu nauka to potęgi klucz) i żeby wszystkie umarły. Tylko kto urodzi dzieci? No własnie, o tym nie pomysleliscie, skubancy. HAHAHA. A ja byłem na rolkach i mnie też oblali, troszku. Ale nie za dużo, bo ja jestem szybki M. (nie będe rozmawiał o musztardzie, czy o czym tam śpiewają) i nikt we mnie nie trafia, chyba że się zagadam o musztardzie. Pogoda piękna jak parowozik pod górkę jadący (my mieszczuchy oczekujemy od wieśniaków takich tekstów, ale nie dajcie się, wieśniacy! mówcie kuul! i czad! a nawet pewne słowo, którego nie wypowiem, bo to czyta mama, an awet jakby nie czytala, to bym nie poiwiedzial, bo ja tak nie mowie, ale zaczyna się na z, konczy na samogłoskę zależną od rodzaju a w srodku są literki j i b e t s a , ale nie mówię tego słowa. No ale to nic, wymówię je, jak w wieku osiemnastu lat zacznę nowe zycie i będę ratował maltretowane w cyrku słonie i inne maltretowane w cyrku zwierzęta. Dobra, jak już chcecie, to róbcie sobie te swoje wygibasy w stringach założonych na getry (panie) i rajtuzkach (panowie, chociaż to już mniej hańbiące niż stringi na getrach, bo to wygląda, jakby się było naćpanym i nie wiedziało za bardzo, jak i co), ale ja dziekuję za paralizowane paralizatorem słonie i paralizowane paralizatorem inne zwierzątka, jak chrząszcze albo mrówki, które robią różne figury. Dajcie im żyć - zakończył demonstracyjnym szlochem i wybiegł demonstracyjnym kłusem). Zaraz idę do kościoła.


A fuj, nie lubię musztardy!

Little Prince

2005-03-25
15:22:27
skomentuj (3)

Kondyszon specjalyszon.

O jejku! Jak u nas gorąco! Że hej!
A ja cale wczoraj (no, prawie) i cale dzisiaj (no, prawie) spędzę na rolkowaniu!Juz posprzatalem, tato! Juz wracaj! Juz chce wyjsc! Jejku, tata gdzies pojechal, a ja nie mam jak wyjsc. Och, ach. A w ogole, to jakos w tym sezonie mi tak łatwo te rolki przychodzą. I już się nauczylem na noskach jezdzic, i na pięcie i nosku. I skakac na murek (niski, ale wyzszy od krawężnika) i z niego zeskakiwac. Jejku, a Patryk to taki miszczu. Wczoraj jak skakal na murek, to mu komorka sie rozklapciala. I prawie że bym dostal baterią TIRIUM albo i TIRUM, trudna nazwa, po łbie, gdyby nie mój Heraklesny (wiem, ze powinno być Heraklesowy, ale lubię wymyslac słówka, patrz temat) refleks. No dobra, wcale nie. Po prostu bateria spadła na ten murek. A ja byłem po udanym szkoczku osiemset mil za Patrykiem. Ale jak usłyszałem takie niemile cos. To az się zląkłem i odwróciłem się. Patrzę. Patryk leży, a wokół czarne cos. No, ale to taka dygresja. A z porad dla rolkarzy, to koło Lidla (w zasadzie na terenie Lidla) jest taki fajny bruk, jak kafelki, że sie smiga jak Struś Pędziwiatr. Naprawdę, poleca. Fajnie się ćwiczy na tym krawędzie :P No, ale to taka dygresja. TATOOOOO, wracaaaaaj!!!!!! Nosz kurka wodna! Zaraz tu padnę na klaufę i co będzie? Nie wyjdę na rolki! O matko, jak tu duszno, o ojcze, jak tu ciasno!


AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA

Little Prince

2005-03-22
17:55:51
skomentuj (2)

Nonpes.

Jeszcze tylko 364 dni do kolejnej wiosny!

Little Prince

2005-03-21
18:27:20
skomentuj (1)

Czyżbym?

Słyszał piosnki skowronków?
Widział kiełkujące przebiśniegi bez śniegu?
Albo żonkile?
Nie wiem?
Czuł w powietrzu Ptasi Powrót?
Czuł w powietrzu jony ujemne?
Wystraszył się na żwawy żurawi lot?
Wąchał powietrze pachnące świeżym ogórem?
Cieszył się na widok Tulipanów, Róż i Goździków?
Widział pary liżące się na ławkach w jeszcze nieobsypanym kwieciem parku?
Czuł psie kupy?
I spaliny, mimo wszystko?
Słyszał tylko szum odkurzaczy?
I skrobanie na jajach kurzych z fermy Stanisłwaskiej?
I usłyszał budziki wszystkich misiów, nawet w Parku Jelingtołn?
I poczuł delikatne muskanie wąsikami małych króliczków na moich bosych stopach opartych o koniczyny?
I nie musiał chodzić z latarką o szesnastej?
I nie musiał chodzić z latarką o siódmej rano?
I nie musiał chodzić z latarką o dziewiętnastej?
I nie musiał chodzić trzy razy wolniej, żeby nie trafić na latarnię, która jest tego samego koloru, co śnieg zimą?
To znaczy, zimą?
I nie musiał chodzić ubrany w osiemnaście warstw, po dziewięć na każdą partię ciała?
I nie musiał chodzić po domu w sześciu warstwach, po trzy na każdą partię ciała?
Czy to już?
Nie, niemożliwe.
A może?
@_@

TAK, TO JUŻ WIOSNA! TAK, TO JUŻ WIOSNA!

Little Prince

2005-03-19
13:10:22
skomentuj (1)

Zbudziłem się, nie było źle, jajecznica.

Heh, spałem nie za długo, dalej mi się chce. Położyć się do już pościelonego łózeczka (nic nie szkodzi) i zasnąć na 3 dni. Obudzić się na święta i być szczęsliwym. No wiecie, ja jestem szczesliwy, ale bylbbym bardziej, gdybym nie był taki senny. Jejku jejku, Agusia wczoraj miała gastroskopię. A ja? Wczoraj myślałem, że wyrzeżbię aparatem w filarze naturalnych rozmiarów figurę Madonny. A myślałem, że to będzie ciche i spokojne. Chociaż nie, nie myślałem. Miałem taką cichą nadzieję, każdy jakąś ma. Ale ONI tego nie rozumieją...

I z upodobaniem zaczął opowiadać

W naszej szkole nic się nie dzieje. Tylko wzzyscy na nas krzyczą, bo to najprawdziwsza prawda oparta na faktach autentycznych, że to właśnie szóste klasy wszystko rozwalają. To nic, że na prawie kżdym apelu (no dobra, dopiero na jednym) Szanowna-Pani-Dyrektor wyciągnęła na środek samych PIĄTOKLASISTÓW, bo rozrabiają, że skrucha i się nie pwowtórzy. No to jak się już wyżyła na 5 klasie, to czas na 6. I tak, nie ma dyskotek (chociaż to akurat nie z winy szkoły, przecież jest WP, czyli Wielki Post, a taki jeden chłopczyna ciągle się mnie pyta, kiedy dyskoteka i kiedy dyskoteka i kiedy dyskoteka, a ja mu, że po Poście, że po Poście, że po Poście, a on ostatnio podchodzi do mnie, mówię "po Poście", a on na to, że czy będzie można przynieśc piosenki z przeklenstwami, ja na to, że przynieść można, on na to, ze fajnie, ja na to, ze fajnie, ale nie puszcze, bo to brzydko. To zadziwiające, jak takie chłopaczki lubią sobie pokląć. Nawet raz słyszałem, jak szła sobie taka parka, chłopczyk i dziewczynka, i po prostu aż emanują tymi wulgaryzmami. Co to się dzieje?) i szósta klasa to po prostu koszmar dla P.D (jak Pani Dyrektor). Aż szkoła mówi "zróbmy dzień sportu". LITOŚCI! Dzień sportu. Na hali. Nie na dworze, w maju. Nie, zrobmy dzien sportu tu, na hali. Uduśmy się. Juhu. No więc wziąłem sobie książke, którą miałem zamiar poczytać. Udało mi sięprzeczytać tam tylko kilka esemesów od Anki, która siedziała osiem osób ode mnie i napisy typu "kocham Anię" "Radek to h...", chociaż powinno być "Radek to ch....", znam się trochę na ortografii, chociaż nie używam tego słowa na ch... które wiem, że się tak pisze, chociaż go nie używam. No ale nasza klasa zdobyła 1 miejsce w ręcznej. Pewnie gdybym ja grał, tobyśmy mieli 8888888, ale nie gralem, wiec mamy 1. No, gram dobrze, ale byłem nie-w-formie. No a dzis zaraz teraz przyjdzie Ola. Kolejny fantastyczny wymysł: model bieżni i skoku w dal. Tatuś mój kochany kupił mi właśnie styropian. Będziemy wykrawać i malować. Muszę sobie do wykrawania włożyć watę w uszy, choć to nie działa. Próbowałem kiedyś, jak Gutek wariował, włożyć sobie w uszy watki, ale nie działa, poduszka (tak jak na filmach, że zakładają na głowę) też nie działa. Działa tylko wyciszenie. Głęboki oddech. Mało kiedyś tak nie zemdlałem, bo sobie wszystko przwietrzyłem. Pa.

Little Prince

2005-03-15
17:53:37
skomentuj (1)

Ha. Ha. Ha.

Ach, ta zima. No dobra, piękna. Ale ja już chyba chcę wiosnę. Ale taką majówkę. To taka pogoda - majówka. Majowa. I taka zielona, puszysta, tu warkocz czosnku (fuuj), a tu puszysty, biały kotek. I taki konik, kucyk Pony, stoi sobie pod białą ramą. Drzwi wygryzły korniki. Futryną. Ale narazie mamy jeszcze srogą zimę. Heh, ciekawe, jak na święta będzie. Aga chora. Ja nie. A niech to. A dzisiaj byłem na olimpiadzie z M. To znaczy Matematyki. Nie z Martą albo Mają. No ale, ale. Byliśmy w piątkę + Pani. Magda, Anka (która się kłóci, że habt, a nie hat, ale ja wiem swoje), Kasia, Ola, Pani i ja. Sam jeden. Napisałem. Coś tam. Wszystko źle. Ale nic, nie martwie sie. Wypilem soczek, zjadłem rogalika (suchy prowiant dla uczestnikow) i ruszylismy zpowrotem. A wracalismy z SP 10. A w ogole to teraz do naszej szkoly co tydzien TAKIE mutanty przyjeżdzają, że cała szkoła się chowa. A jeden facet, taki wuefista, to się smial, jak jakies takie mutancisko kopnelo pilke do SIATKOWKI, czego my nigdy nie robimy, bo kochamy piłki do siatkowki, i na dodatek gadal cos do dziewczyn niegrzecznego. Ale nie smial sie z nimi. Smial sie z innymi wuefistami (z naszej szkoly), bo oni mają ich świat. I ten facet miał takie tłuste włosy, ze mnie oslepial ich taki tłusty blask, bo mamy na hali mocne lampy. I miał wysuniętą dolną szczeke. I byl brzydki jak noc listopadowa i kupa kota. W niedomytej kuwecie. Kociej niedomytej kuwecie. Ale w kazdym razie, mutanty. Jezu Mój, naprawde, powinny się te mecze odbywać o 17, bo wtedy nie ma lekcji. No ale niewazne. W niedziele był koncert z Bratków. Fajowy był. Taki ładny i w ogóle przygotowanie, ale Bratki się darły za kurtyną. W sobotę w dolomity jechalismy. Fajnie bylo. Ksztalcę się.

Jutro środa.

Little Prince

2005-03-02
10:24:19
skomentuj (5)

...

A ja co? Nie, nie wygrałem Eurowizji. Nie, nie zjadłem dzisiaj kanapki ze słoniem (staram sie nie jadac czegoś, co kiedyś chodziło po świecie i trąbiło, kwakało, prosiło się i rżało i kicało i szczekało i miało grzebień i kukurzyło). Nie, nie zostałem chonorowym dawcą wątroby na rzecz małego Wielorybka Sammiego w GreenPeace. Nie. Ja po prostu jestem chory. ZNOWU. Nos mam zatkany raz z prawej, raz z lewej strony (ale częściej prawej). Szczyka mi w udku. Wczoraj miałem 38,5. Ale w ogóle się tym nie zrażam. Zamierzam wyzdrowieć do piątku. Czy jest tu jakiś Harris z rękami, które leczą? No bo ja MUSZĘ wyzdrowieć. totalnie MUSZĘ. Bo w piątek o 16:25 mamy zbiórkę pod Gliwickim Teatrem Muzycznym (jakby nie można było powiedzieć Operetką, nie no, ludzie kochani...) w celu wejścia do NEOPLANU różowego lu zółtego, gdyż wybywamy na wyjazd trzydniowy do Białki Tatrzańskiej. Na zakończenie sezonu. Ja jak trafię, to jak kozą o kamień. A może kosą. Nie wiem, bo trochę mam gorączkę i mam w pamięci białe plamy. A w ogóle to ostatni tydzień lutego mi tak dosyć dobrze wypadł... Zebrałem z 5 piątek i jedną 6, za sprawdzian z historii. Szalony zniwiarz ocen! Ucho mnie boli.

Chcę do Groty Solno-Jodowej! Tam jest bardzo fajnie, bo wszystko jest z soli. To znaczy, w tym pomieszczeniu, które jest tą grotą. Bo w ogóle to są kafelki i dywanik. I kasa fiskalna jest z plastiku. I biureczko jest z drewna. Ale ta grota, czyli pokój posmarowany klejem i obsypany solą (ale taką DUŻĄ! takie bryły!) i na podłodze sól swobodnie sobie leży, a na fisucie też. Ale zwisają. Stalaktyty albo Stalagmity. Te, co wiszą. i pośrodku jest na słupie soli (a jakże) taka lampa plazmowa. To jest ta taka kula, a w środku prąd albo jakieś inne cudo, o którego działaniu nie chcę zgłebiac wiadomości, urządza sobie tany. No i. I to można dotykać, bo to wyciąga jakieś jony ujemne (to samo, co w prądzie), jak suszarka, którą niedawno nabyliśmy. A taka pani mi powiedziała, że nu nu, że nie wolno, bo wybuchne. Ale ja czytalem o tych lampach i je sie dotyka! Znaczy sie, nie siedzi sie godzine z łapami na kulce, jakbym ją błogosławił, ale można dotknąć i człowiek zdrowieje jak batem strzelił. Bo wyciaga jony. bo ja tam chodziłem jak nogę miałem złamaną. I po złamaniu też. Chociaż tak dokładnie to nie pamietam.




A to wszystko przez Natalę, że zachorowałem. Chociaż Ola mowi, ze mam szczescie, bo Ona chce zachorować od miesiąca i jej nie wychodzi. Ha, bo Ola nie pije takiego miodku uodparniającego Mikro Elamid (jedną drugą minimalnej łyżeczki rozpuścic w letniej lub zimnej wodzie, ale nie gorącej i wrzącej, tylko letniej i zimnej), wiec nie choruje. Hm...... ?

Little Prince

2005-02-18
16:20:50
skomentuj (6)

A to defekt, westchnął prefekt.

Piątek. Błogosławieństwo Boże!

O Panie miej w opiece swej
takiego drania jak ja


Cały tydzień mnie nie było i przyszedłem w tym tygodniu do szkoły. Nie było mnie tydzień tydzień temu. No i pani oznajmia: "ale w czwartek sprawdzian". Oko mi zbielało, mina zrzedła, a w gaciach miałem kisiel. SPRAWDZIAN?

No i był. Fantastyczny. Wczoraj. Oto jedna z zalet Pani-Od-Matmy:

1) szybkość porshe, ferrari, lambordżini razem wziętych.

Sprawdziła już na dziś. Przynajmniej nie oczekiwałbym, rwąc sobie pukle włosów, na ocenę. Bo nie poszedł mi dobrze. Ale na prawie całym materiale ze sprawdzianu mnie nie bylo!

Dostałem 3. Punktów 15,5. Ale! Ale! Coś mi nie pasowało. Bo w jednym zadaniu napisać było trzeba:

iloraz liczb 2a i 5 (załóżmy...)

ale można też było:

iloraz iloczynu liczb 2a i liczby 5

Ja zrobiłem tym drugim sposobem, ale najpierw tym pierwszym, ale było tak

iloraz liczb 2a i 5

tylko że od "liczb" do "5" skreslilem, nieskreslone zostalo tylko "iloraz".
A na górze napisalem to z iloczynem, ale Pani pomyslala, że ten iloczyn to z kosmosu, i że nie odnosi się do ilorazu. A się odnosil. I powiedzialem To Pani. I okazalo sie, ze dobrze. I okazało sie, ze mi pol punkta brakowalo do 4, a to mi zalatwilo to! i mam 4! Tylko, że i tak bede poprawiał na 6. Kolejna zaleta: miłosierdzie.

A dzisiaj po matmie, czyli ostatniej lekcji, zostałem na kółku dodatkowym, bo wymyslilem, ze zrobimy bardzo smiesznie figurkę z origami-snapologii.
I zrobilismy, tylko że nie tą, co miala byc. POMYLILEM SIE! Ale nic, odmylę się za tydzien. Ale to nie jest wazne. Na przerwie (12:25 - 12:45) wychodziłem z klasy, a Patrycja mowi, ze mnie kocha. Mowie, ze fajnie. BUAHAHAHA. Laura sie ze mnie smiala i mnie swatała. A potem pokazalem jej smsy, w ktorych niejaka Kasia (odwal sie, jezeli do czytasz, ode mnie) mnie przekonuje, że "laura to twoja dziewczyna". No nie bałdzo.

Mam ochotę obejrzeć słoneczny patrol. Idę poszukać na jakiejś stacji.


Little Prince

2005-02-09
17:02:15
skomentuj (6)

Mowa ciała, czy co?

Chory jestem. Znowu. Muszę sie wyleczyć do soboty, mam wyjazd na deskę, lub ewentualnie sobotę odpuścić i jechać w niedzielę, mam deskę. Obejrzałem cztery tysiące dwieście osiemdziesiąt sześć filmów, żeby się rozerwać. W tym:
"Wszystko o Adamie" - gra tam Kate Hudson, więc obejrzałem, takie sobie.
"Muza" - Sharon Stone, Andie MacDowell i Dżef Brydżes, genialny, oglądałem już raz. Ale schozowy.
"Masz wiadomość" - Meg Ryan jest wszędzie. Jest oficerem, kwiaciarką [?], barmanką, księgarką [!], bankierką, odlotową agentką. Szkoda, że nie ma bliźniaczki, ale sama bije siostry Olsen na głowę. Choć, w zasadzie to one się różnią.... wiekiem, kolorem włosów (w przypadku M-K, która jest ANOREKTYCZKĄ! Już, już, nie ma na co wydawać pieniędzy, zafunduje sobie kurację) itepeidete. Swoją drogą to fajny wyszedłby z ich trójką [może powinienem to napisać z wielkiej litery...] film. No, ale nie o tym chciałęm. Rzeczona "Masz Wiadomość" jest tak genialne, magiczne, niewymownie przefenomenalne, że za każdym razem, gdy Dżoł i Kejtlin sobie popisują, pragnę mieć też takiego korespondenta (jak ktoś też chce, to proszę na domowy wysłać podanie, trzy zdjęcia - lewy profil, prawy profil, ałfas - referencje - mama się nie liczy. Nie wiem, dlaczego nikt nie chce ze mną pisać...?). Bo Meg i Tom tak piszą, tak piszą! Tymi palcami, jak pianista (A! nauczyłem się grać "A Thousand Miles" panny [chyba] Carltonówny, nawiasem mówiąc) i jakie miny robią! I to mnie tak napawa energią i weną. Choć tego teraz nie widać. A moim ulubionym momentem jest ten, jak Kejtlin siedzi w oczekiwaniu, cierpliwie jak krowa, która ma urodzić cielę (podobno one to robią zadziwiająco spokojnie, no ale to są krowy) na jej przyjaciela. I przychodzi Dżoł. A ona taka znerwicowana (i nadszedł dla krowy czas rozwiązania) otwiera "dumę i uprzedzenie" na którejś stronie, ale nie na początku, żeby to wyglądało, jakby nie mogła się oderwać od dobrej godziny, podpiera czoło palcem wskazującym i kciukiem, ale w takim ułożeniu, że nie widać w.w. czoła. I oczu, a jakby patrzeć na nią z kąta o mierze około 50-60 stopni, to nie byłoby widać całej twarzy, może brodę, bo ma ją trochę wysuniętą. Ale nie twarz, tylko Meg. Ale to w zasadzie jej twarz, a mówi się, że twarz ma rysy, to dlaczego nie ma brody... No ale to jest takie komiczne, bo ona później robi takie spojrzenia. Kuku. A drugi gfragment, to jak jest chora, i kicha przez domofon, a później prowadzi wywód, którego nie powstydziłby się farmaceuta (Babciu, pozdrowienia!) do powietrza, bo Sprytny Dżoł się wkradł za Panem - Co - Był - Statystą - I - Że - Niby - Otwierał - Drzwi.

A teraz siedzę sam. Samotny. I mam ranę na dziąśle.


Moja pełnoletnia siostra jest gdzieś poza domem. Pełnoletnia! Dorosła! Ciekawe, czy ma już dowód. Tożsamości.

Zaczyna się post, a ja nie mogę się nażreć pączków, ciasteczek, Snack - przysmaku świętokrzyskiego (a propo Świętokrzyskiej, to dzisiaj leci swietny odcinek Dziupli Cezara) ani paluszków, ani czekolady, ani precelków ........ (tu ma miejsce iście dramatyczny szloch, który rozdziera pustkę nicośći czegoś, co mogłoby być czymś, gdyby to nie było to coś)

Zaraz, muszę tylko znaleść jelita, bo w napadach kaszlu już wyplułem płuca, nerki, osiem żeber i pięty.

I nawet nie mogę pójść do kina!!! Na film z panną [kolejne ?, jaki ja jestem mało obeznany w śmietance] Tautou.


Załamany, zasmarkany, pełny nadzieji straceniec żegna się z kolejnym wczesnym popołudniem.

Zaczyna się robić ciemno, jest cicho.

GDZIE STRUMYK PŁYNIE Z WOLNA
ROZWIEWA ZIOŁA MAJ
STORKOTKA ROSŁA POLNA
A NAD NIĄ SZUMIAŁ GAJ X2
ZIELONY GAJ

Little Prince

2005-01-30
20:40:48
skomentuj (3)

Mimo złej pamięci...

Dziś są moje imieniny! Ale kogo to obchodzi. Jestem tylko marnym okruchem w Wielkiej Krajance Świata. Zanim przystąpię do ceremoniału (jakże nieorYginalnego zresztą...) opisywania prezentów...

Poniedziałek.

Byłem z Kasią I Ciocią na lodowisku, miałem figurówki, wypozyczone, bo nie mieszczę się już w moje "Balerina" rozmiar 3...34? 37?. Czekamy w kolejce do kasy jak te jełopy, ciocia na szczęście poszła po łyżwy dla mnie, bo jak doszliśmy do kasy, to już nie było moich rozmiarów (39-40, ale to nic, w porównaniu do tych mil stóp chłopaków z klasy). Jeździmy. Kasia ma fajnie furkoczące na lodowym wietrze warkoczyki. Też chcę. Ale może kiedy indziej. W innym życiu. Kto wie, może w moim poprzednim życiu byłem... modelem z dredami? Albo dredem na czyjejś głowie.

Wtorek.
Eee.... nic specjalnego się nie stało, jeśli mnie pamięć nie zwodzi...

Środa.
To samo.

Czwartek.
Ciekawy dzień Pierwszy raz od dwóch latach byłem na sankach. Znaczy się, ja zjechałem chyba tylko ze dwa razy, na dodatek na sankach Zulci, więc nie chciałem połamać. Sanek, nie Zulci. Chociaż Zulci też nie chcę. Rano, gdzieś koło 11:30, przychodzi Zulcia Z Tatusiem (pozdrowienia! Pan Tatuś, bo może sobie nie życzy, żeby pisać imię, robi właśnie kulki z rybek w zaprawie octowej, jak rozumiem z Jego zwierzeń. Pana Tatusia nauczyła tego Pani Babcia.), bo Pan Tatuś chce oddać "Chicago". Jestem w piżamie. Katastrofa. A właściwie Katastrofka. Zuzia się cieszy, że mnie widzi, ale jakoś martwieje na widok Agi, więc wyżej wymieniona, usuwa się w cień. Zuzia się ożywia. Cieszę się. Daję jej troszkępapu dla Gutka, ale chyba sięgo Boi. Gutek ją kocha. Ale on jest zimny jak kamien (ale za to jaki puszysty) i nie umioe okazywać uczuć. On jest potwierdzeniam powiedzonka "Przez żołądek do serca". Aga mówi, że Zulcia może mnie wziąć na saneczki. Bierze. Biorę Zochę. Zocha bierze prawie Felka, ale rezygnujemy. Felek jest bardzo porywczy, chyba w poprzednim wcieleniu był którymś z bohaterów "Grease" albo "Gorączki sobotniej nocy", nie zapominając o "Wirującym seksie", czyli "Dirty dancing"... Najsamprzód idziemy na górkę koło takiego czegoś, co nigdy nie wiem, czy do wodociągi, czy elektrownia, czy co. Ale Zuzka mówi, że ona nam pokaże (muszę przeczytać tę książkę Grocholi "Ja wam pokażę!", ale najpierw "Serce na temblaku", bądźmy podporządkowani porządkowi), jaka jest fajna górka, i idziemy na Jej Górkę. Jest przesuper. Przefenomenalnie. Przeekscytująco. Przeszybko. Za szybcy za Wsciekli Juniorzy. Podobno strasznie glupi film. Już sam tytuł mowi o głupocie. Filmu. No ale na sankach jest bardzo piracko. Szukamy skarbów i zjeżdżamy jak wariaci. Zocha mnie śnieży. Mam śnieg w majtkach, butach, wszedzie, gdzie sie da. Jest super.


Piątek.

Byliśmy na nartach. Ja na desce. Mam siniaki. Ała.

Sobota.
Pamiętam, jakby to było wczoraj. Bylismy na lodowisku. Ania, Aga, Wojtuś i Ja. I była taka dziewczyna z niekształtnym tyłkiem. I wielkim jak szafa. Smieć mi się chciało. Przypadki chodzą po ludziach. I na dodatek była w takim cieniuchnym różowiuchnym sweterniątku. Wiem, że w niczym innym, bo jak siedziałem w kawiarence i jadłem podeszwowe frytki, widziałem, jak się bryli do jakiegoś chłopaka i niby sobie poprawia ramiączko od stanika. Bleh.

No ale to nieważne. Pierwszy raz jeździłem na hokejówkach! W życiu! Debiut poszedł mi doskonale. Ani jednego upadku. Hehe. Nawet lepiej sie jeździ, niż w figurówkach. Przynajmniej jakieś stabilne, a nie,że mam powykręcane nogi, jak obierki. Z jabłka, bo takie rumiane. Jak i moje policzki. Jesienią, Jesienią, Sady Się Rumienią. Potem pojechalismy, Mama, Tata, Aga i Ja do Platana, żeby Agę ubrać na jej impreze jubileuszową (tak jakby, osiemnastka), ale ona, wybredna jak Kajli Minog, albo Naomi Kambel z wielkimi wargami (nie jestem rasistą, chciałem nawet kupić sobie taką broszkę "NISZCZ RASIZM", a pod tym napisame piesek i kotek się przytulają), mówi, że nie, że źle. Och, te dziewczyny. Dzięki Bogu (Amen), że jestem chłopakiem, ja przynajmniej mam na nogi tylko troszkę rzeczy: majciochy, bokserki, czy co kto chce, czipendejlsi noszą strongi na przyklad, ale ja wole bokserki, kalesoki, jak zimno, skarpetuni, geterki, jak ktoś akrobatą jest, no i spodnie, no i buty, Szorciki, bermudy, co kto chce. A Wy:

spodnice
sukienki
gacie
rajstopy
stringi
figi
figi z makiem
z pasternakiem (mama tak mowila kiedys, nigdy nie rozumialem, o co chodzi w tym pasternaku)
spodnie
dżinsy typu strecz
marchwie
inne badziewia


Niedziela.
Dzisiaj są moje imieniny. I. Raz, dwa trzy. Drewniany model. Kwiatkiduzokwiatkow,kartki,kwiatki. JUHUUU!!! obrazekplytaileszmoznanaimieninydostac?

Ludzie są za hojni.

Jutro szkoła. Juhu. We wtorek mam sprawdzian z powietrza, więc się twardo uczę. Dobrze, ze jako lekturę miałem "Kłamczuchę" albo "Hobbita". Wybrałem pierwsze, bo nie trawię Tolkiena. Fajne, chociaz na początku było strasznie nudne. Łeba, Aniela, Tata i Lizusi, Pawełek i te sprawy. Ale później, jak się pojawia Franciszka Wyrobek, jest super. Ale MAmerciątka mnie denerwowały.

Aga krzyczy, że mam kończyć, bo nikt nie czyta takich długaśnych notek. Ech, Nikt Nic Nie Rozumie!

Oglądałem ten film. Fajny. Z Hilary Swank. Jest jednąz moich ulubionych aktorek ona. Tak, tak. "Nie czas na łzy". Nie dziwię się, że dostałą za to Oskara, też bym dostał za taką rolę. Każdy by dostał. Kto nie ma na koncie czterystu tysięcy filmów. Jak aktorzy w Bollywood. To taki Hollywood, tylko że w Indiach. Powstaje tam wiele wiele filmow rocznie. Nie dwa na cztery lata, jak w Polsce. Nie nie. Tam są dwa na tydzien. Dziękuję Martynie Wojciechowskiej za zwiedzenie Indii. I Bombaju. I w ogole.

Siku mi się chce, to idę.

Little Prince

2005-01-21
17:36:37
skomentuj (2)

Kasia z trzonkiem i inne fenomeny

Wczoraj przeglądałem sobie gazetę "Moda Plus", która przychodzi razem z Bon Prixami i innymi Quelle do mojej mamusi, aby nie zamówiła dżinsów ze streczu typu polna marchwia [marchwia!!!] z seksowną gumką. W pasie. A do tego kozaczki z CUDZEJ SKÓRY. Bueh. No ale lubię patrzeć na końcowe strony (kiedyś przez przypadek trafiłem na stringi dla facetów w panterkę, a właściwię gepardzicę, fuuuj), bo tam są takie fenomeny techniki, jak czyścik do fug (Fugen-Weiss), nić w proszku (może jeszcze w płynie i gazie? I w skorupce, i znosi je kura), muszle sedesowe (delfiny, wieloryby, walenie, nemo), atrakcyjne szczotki do włosów, hit! "pojemnik do gotowania jajek w mikroweli" MIKROWELI!, forma do pieczenia pączków, klamry do rolad, drewniana deska "kot", wielofunkcyjna (gotuje, prasuje, czyści wanny, a także przewija dzieci) narzuta z nieprzemakalnym spodem (żeby psy nie sikały), taśma antypoślizgowa do dywanów 300x5 cm, 48-częsciowy zestaw do szycia, 6 par kapci dla gości z wieszakiem w zestawie, środek do czyszczenia dywanów (Teppich Zauber), Jednorazowe rękawiczki (100 szuk), więcej kapci. Ale nic, nic nie przebije "Kasi z trzonkiem"! Może ktoś będzie zaskoczony, ale Kasia z trzonkiem to nic innego, jak "Wydajny odkurzacz bez prądu i hałasu. Lekka i poręczna nie daje szans okruchom, kurzowi i włosom (czyżby tajny agent zamaskowanych mścicieli?). Dzięki specjalnemu kształtowi (osmiokat) dotrze w każdyu zakamarek. Nie musisz kupować drogich worków do odkurzacza (my dajemu do odkurzacza stare skarpetki) - po użyciu po prostu wyrzucasz śmieci (jednorazówka?). Korzystne cenowo i energooszczędna alternatywa dla odkurzacza (może jeszcze apokalipsa). W komplecie trzonek.

830 23 14 65,-"


Jak to wczoraj przeczytalem, to przypomnial mi się ten program "wszystko o miriam". Ta miriam to jest facet <> [ulalaaa] (ulalaaaaaaa). Ja tam nie mam nic do ludzi z odmienną orientacją, ich świat.No cóż.


Aaaaaa. Przypomniało mi się, jak kiedyś pod szkołę przyjechała karetka i zabrali kogoś(kto później okazał się być Pauliną-z-szóstej-a), a ja nie wiedzialem, co jej się stało. Więc się dowiedziałem. Od Michała-z-szóstej-a-też. Michał nie jest w pełni sprawny. Nie wiem co Mu dolega, ale bardzo go lubię, bo jest powalająco miły. Oczywiście większość dziewczyn w naszej szkole to straszne histeryczki. I hipochondryczki chyba też. Myślą, że jak Michał je dotknie, to będą też chore na to, co On. To niesprawiedliwe. A z kolei według pewnej ilości osób (w tym mnie) Michał jest istotą charyzmy.

Oto jak jedna osoba rozłączyła wielkie fale społeczności szkolnej. Może w jednym z poprzednich wcieleń był Mojżeszem?

Little Prince

2005-01-20
12:16:48
skomentuj (3)

Znajomi I Krewni Pilnie Poszukiwani

Długo nie pisałem, bo są ferie i jakoś mi wyleciało trochę. Nie muszę myśleć!
A wczoraj to rano, chyba około 11:30 albo coś przychodzi do mnie Natala (ja w piżamie, Aga na szybko założyła dżinsy na jakieś rajstopy czy coś), ale jak widzi mnie w piżamie, to mówi, że chyba nie pójdę na lodowisko. Patrzę na Agę. Mówi, że nie wie, bo i że w ogóle to itd. Ale ja staję się Puszkiem Okruszkiem ze Szreka, robię śliczne oczka. Mówi: Zadzwoń do mamy.

Dzwonię do mamy, nie ma. Dzwoni mama, pytam. Mówi, że dobra, ale że....

W trybie powermega myję się i ubieram, i zęby i łóżko. Idziemy. Magda Czeka od pół godziny na nas. Dochodzimy na lodowisko. Ona tak się guzdrały, jak guano owcy. Nie zdążymy, mówię. Jest już po pół do pierwszej, a od pół do pierwszej zaczyna się lód, a poźniej na 14. Ale ja mam być na 16 na balu przebierańców! Mówię, że chodźmy, zjemy. Dobra. Natala trochę coś tam mruczy pod nosem, a poźniej na mnie krzyczy, że niby co!
Idziemy do tej ohydnej TelePizzy, której sekretem jest ciasto. Yhm yhm...

No więc idziemy, zamawiam sobie kebaba z bardzo dobrą sałatką, chociaż jej skład jest zapewne w jakimś stopniu paranelny do składy opony chociażby, lub czegośtam.

Wracamy, brzuch mnie boli, bo jestem czuły na takie świństwa. Ale raz prosięciu śmierć, zjadłem to. A Magda i Natala zjadły we DWIE ŚREDNIĄ PIZZĘ! Ja wysiadam po trzecim kawałku, jak jestem tak byczo głodny. A propos byczości, to w świetnej książce "Patty", mówienie słowa "byczo" kosztowało jednego pensa. Bo to w Anglii się działo. Akcja tej książki. A wracając do wątku poprzedniego, to wracamy. Ale Natali zachciało się pójśc do Magdy, ot w odwiedziny. Ja mówię, że nie, może jutro. Ale Natala napiera na schody. Stoimy jak dwa jełopy w pokoju na dywaniku, na którym w Amerykańskich Wesołych Rodzinkach jest napisane "welcome". Nie chce nam się zdejmować butków, więc stoimy, stoimy, stoimy. Mówię, że pa. Natala nie. Mówię, na nas czas. Natala nie. Krew mnie Zalewa. Chciałbym Natalę zaciągnąc za ucho i zlać bambusem, ale to mi grozi śmiercią lub kalectwem. Wróciliśy. Jem pierogi. Myję się i zęby. Przebieram się. Przymierzam ostatni raz strój na bal przebierańców w świetlicy BRATKI. Tam pracuje moja siostra, która aktualnie poskramia ulice (ulikir = fakir na ulicy. jeździ.) punciakiem. Z Babskiej Szkoły Jazdy. Fajowo będzi mieć siostrę prowadzącą auto i za.... za.... 18 dni pełnoletnią!!!!!
Taka pannica nam wyrosła, och, ach!

Jak wariaci biegliśmy z Agą przez ANDERSA do autobusu, spotukamy Tomcia i Jego Mamę. Jadą tam gdzie my. Razem. Wchodzimy do świetlicy. Właściwie to mamy się przebrac, ale czuję, że nie czuję się w roli Zajączka Szaraczka. Ja chcę być królikiem! No więc jestem królikiem. Jakaś Kasia, wolontariuszka. Ciągle do mnie mówiła per "szarak", i rozwiązywała moje futerko, co uważała zapewne za szalenie zabawne. Króliki lubią swoje futerko i nie lubią, jak je się rozwiązuje. Było super, tańczyliśmy w koleczko i do kolusia, tany, tany. I Gosia miała urodziny, to znaczy, tak umownie, bo ma kiedy indziej. A Darek mnie miział pod bródką, bo lubi króliczki. Poznałem Lidkę, bardzo miła :)

Było super, naprawdę.

Teraz sobie siedzę w piżamie i nikogo nie obchodzę. Ale kogo to obchodzi.

Little Prince

2005-01-05
19:19:52
skomentuj (8)

Kojelny dobry dzień dla naukowca.

AAAAAAAAAAAAAA!!!!! 7:27 a ja wchodzę do łazienki. Kąpię się w zatoce z małym wodospadem, po którym zjeżdżają małe małpki kapucynki, a wokół mnie tańczą delfiny i orki, które są całkiem oswojone, gdyż były kaskaderami w filmach "Uwolnić orkę".
Pożądny chlust lodowatej wody w twarz (przy okazji zalanie połowy łazienki) robi swoje. Kurde, jest już za dwadzieścia pięć. Wrzucam do żołądka dwie kanapki (ser i dżem), myję zęby (oral-b i akłafresz ekstrim klin) i uciekam do szkoły. Dziś jest DZIS czyli DZIeń Skrótu, który sam wymyśłiłem (bez głębszych wyjaśnień, nie chcę, żeby mój S (jak skrót) pokazał się w gazecie osiedlowej pod nagłówkiem: DO WSZYSTKICH UCZNIÓW SP1!

Przemykam niczym Pocahontas między małymi brzózkami, które stoją jak te kikuty na poletku za blokiem Natali (specjalnie dla N. dzisiejszy temat) i marzną. Brnę w pogardzie mając tnące szpony mrozu, gdyż liżą mnie płomienie zapału. Uff! Dopiero za siedem. A ja już na pierwszym boisku, niezłe mam tempo (rekord: 4 minuty). Dobiegam do sali, wymieniam kilka intelektualnych zdań [?] z panią O. i kładę się na krześle. Dyszę. Zieję. Stoi na stacji lokomotywa.

Przez te dwie lekcje gramatyki strasznie się zdenerwowałem, bo dzisiaj może:

będzie oddany sprawdzian z Matematyki
będą ogłoszone oceny z kartkówki z historii
oceny końcowe z techniki

Strasznie się stresuję, wyrywam pukle włosów. Ciężka, ogromna i pot z niej spływa.

ACH!!! Staram się przykleić włosy, bo dostałem ze sprawdzianu celujący, z kartkówki bdb ale to jeszcze nie koniec, bo technika jeszcz przede mną.

Na przerie Patrycja, która mnie lubi (sama mi to powiedziala), zbiła bombkę. Od razu, jako szef klasy, pobiegłem po szufelkę i zmiotkę. Bo oczywiście dyżurni sie lenią! Zmiatam. Szuch. Szuch. Biegnę po inną miotłę, ta jest za sztywna. Biegam w te i zpowrotem po schodach (2 pietra). Sytuacja rodem z tego durnego serialu "Benny Hill". Ale bez obleśnych kobiet w seledynowym bikini. Pani od angielskiego mówi, że przecież ja piszę test na 6 na półrocze i mam to dać komuś innemu. A ja w szoku, bo wiedzialem, że będę pisał, ale nie że już! Ale poszedł mi dobrze. Jak narazie zawsze zdawałem. Ups. Technika. Ze stresu wciskam w siebie mandarynkę (razem z Natalą i Olą, ale Ola zjadła tylko jeden kawałek) i kanapkę.

"Pan Pawlak". Nienawidzę, jak pani tak mówi. Jaki ze mnie PAN? Może jakby mówiła "Kawaler Pawlak" to byłoby lepiej... No ale, podchodzę, pani ogląda mój rysunek instalacji wodno-kanalizacyjnej w domu oraz budowy żarówki. Stawia dwie piątki. Podlicza. W rubryce z pierwszym semestrem pisze: celujący. Cieszę się. Chyba za bardzo, bo gdy Ola uścisnęła mi dłoń, a ja powiedziałem coś w stylu "czczcz", to pani powiedziała, że ją chyba zmieni i będę ryczał przez cały rok. Ale ona ma taki ciężki żart.

I tak kończy się kolejny szkolny dzień naukowca.

Byłem dzisiaj u pani ortodontki, nie mogłem załozyć gumek w tym miesiącu, bo miałem zakladany lancuszek. Niestety szary! Co ja jestem, asfalt? No ale w zasadzie to to fajnie wygląda. Lancuszek służy do sciśniania zębów. Bo najpierw je rozciągalismy, a jak sie zrobily szparki, to trzeba je zamknąc. Skomplikowane. I zeby mnie strasznie bolą.

Ale co to dla mnie.

Little Prince

2005-01-04
13:22:31
skomentuj (7)

Paszczaki i inne stworzenia pani Jansson

Założę się, że NIKT w Monako nie dostaje takich kartek jak ta, którą wyciągnąlem minut 5 temu z mojej skrzynki pocztowej.

Eee... tylko jakaś kartka, kolejne głupie awizo albo pożyczki bez poręczycieli, pożyczki od ręki, pożyczki bez poręczycieli i żyrantów, pożyczki "łapa-w-łapę", lub kartka do Agi, bo do mnie to nikt nic nie wysyła, chyba że zawiadomienia o znalezionej legitymacji (może kiedyś przyleci POCZTĄ LOTNICZĄ z SYDNEY?).

Kartka. Odwracam na obrazek i widzę, jak następuje:

a)tło:

- las
- domki
- minatura mostu Golden Gate (chyba)
- ŚNIEG
- BEZCHMURNE niebo

b) Elementy dodatkowe:

- ford mondeo o rejestracji JN 78592
- Znak z napisem "Gliwice", a pod nim ogranioczenie do 50 km/h.


Znaki są wklejone komputerowo, to widać na pierwszy rzut oka, a auto może tam jedzie, ale nie jestem pewiem. A wiecie co jest najgorsze? Ten napis "Gliwice" jest NAPISANY KOMPUTEROWO. Jełopy. Jakoś nigdy nie widziałem takiej części Gliwic... chyba że koło Łabęd, ale niee....

Ale teraz treść, to będzie najlepsze. Cytuję:

"Do: Pan Jacek Pażdak

Być może ten ford Mondeo właśnie jedzie do Pana pod adres ...... (tu mój adres)

Odwrót:

Do: Pan Jacek Pażdak

To prawda - być może ten Ford Mondeo właśnie jedzie to Pana pod adres Gliwice, (mój adres)

Za kilka dni otrzyma Pan srebrną foliową kopertę (jan niezbędny?).
Proszę ją natychmiast otworzyć i sprawdzić, czy ma Pan szansę na ten wspaniały samochód o wartości 75 000 zł!

A więc proszę zaglądać do swojej skrzynki pocztowej i po otrzymaniu naszej nastepnej przesylki jak najszybciej na nią odpowiedzieć.

PODPIS RĘCZNY (wydrukowany)

Magdalena Kopacz
Sekretarz Komisji ds. Nagród"

1. O ile mi wiadomo, to mój tata, dziadek itd. mają na nazwisko PAWLAK a nie Pażdak.
2. Po co nam trzecie auto?
3. Nie zaczyna się zdania od "A więc", droga pani Sekretarz
4. A za co ta nagroda?

Żałosne.


Muszę powiedzieć klasie, jako prezes naszego małego proletorium, żeby przestali taszczyć plecaki do każdej sali, gdzie mamy lekcje, bo martwię się o ich kręgosłupy. Chłop jak dąb, taki Lesiu, ale kręgosłup delikatny jak źdźbło trawy...
Dzisiaj troszkę padało. Rano. Przyszedłem do szkoły calusienki mokry, miałem deszcz w majtkach. Dobrze, że nie kwaśny :) I gdy już zgrubsza wyschłem, powieszony na krześle jak legginsy, o swej egzystencji dały znać moje jelita. Kolka. Matma. SPrawdzian. Liczby wymierne. Kolka. Aby podzielić. Kolka. Wykładnik naturalny.Kolka. Sześcienny pierwiastek. Kolka. Ojej!
Ale poszedł mi dobrze. Nawet świetnie.

Później była kartkówka z historii. Ręka zadrżała mi, gdy w zadaniu pierwszym pisałem nazwy państw i ich położenia na mapie. Państw, któe się umówiły na traktat rozbiorowy. Pierwszy. Nie bylem pewien, czy mam dobrze, ale później sprawdzilem i bylo dobrze :D Ale nie wiedzialem, kto założyc Kollegium Jakieśtam. Później się okazało, że Konarski. Wymyśliłbym to, gdyby Pani nie odliczała głośno :_

A na technice zapomniałem dorysować do instalacji wodno-kanalizacyjnej w domu doprowadzen do sanitariatu. A później próbowałem narysować schemat żarówki, ale wyszedł mi jakiś grzyb. Z żarnikiem owleczonym zwęglonym drucikiem bawełnianym, osmonowym, tantamowym lub wolfranowym (aż do dziś).


Little Prince

2004-12-27
14:03:30
skomentuj (5)

Już za 363 dni będą święta!

Postanowiłem nie pisać w każdy dzień świąt notek, bo i tak nikt ich by nie przeczytał (jakbyście tą przeczytali...),ale napiszę notkę podsumowującą, żeby nie odbiegać zbytnio od ogółu społeczności...

PIĄTEK.

Budzę się.

JESTEM TAKI PODEKSCYTOWANY!!! Siadam na łóżku, bo jak wstaję za szybko to mam od razu zawroty głowy, więc ekonomicznie, czekam, siedząc na skraju łózka i przyglądając się ścianie (naprawdę, nigdy nie zauważałem, że ta ściana ma to coś), bo po co zużywać energię na wstawanie, skoro będę miał zawrót głowy i znowu siądę? Mój tata kończył ekonomię...

Dobra, widzę już, że moja ściana jest żółta i poobijana, jakoś dziwnie znikła "Mona Lisa" i plakat "spice girls" w parze z "marylin monroe" i "vanessa mae". Na mojej ścianie nie wisi także gałązka bukszpanu, która delikatnie muskała temperowy policzek Mony. Mony Lisy.

Bięgnę olimpijskim sprintem do choinki. WIDZĘ! SĄ PACZUSZKI! Wyciągam pierwszą, poznaję pismo Agusi. Otwieram, a tam poduszka!!! Taka mięciutka, rodem z JYSKU. Jest podzielona jakby na pięć części:

PRZÓD:

1.Czerwona.
2. Beżowa z takim łosiem.
3. Czerwona.
4. Beżowa z napisem "Merry Christmas".

Ukochuję Agusię i wyciagam drugą paczkę. Od rodziców. Mówili, że nic mi nie kupią, bo dostałem już przecież zestaw snowboardzisty, ale ja ich znaaam... dostałem:

NOWOŚC

Clearasil
for men


MULTI-ACTION

ŻEL POD PRYSZNIC DO WŁOSÓW, TWARZY I CIAŁA

zapewnia całkowitą ścieżość (obok rysunek przedstawiający ludzika, nad którym unoszą się kreski)

odżywia włosy (ludzik z kroplą zamiast głowy, pewnie x-men)

usuwa bakterie (cztery strzałki wskacujące do środka i tworzące znak "x")

formuła maksymalnej świeżości (nie mieli pomysłu na ludzika, więc nic nie dali)

TYŁ:

ZEL POD PRYSZNIC DO WŁOSÓW, TWARZY I CIAŁA

Formuła MULTI-ACTION zapewnia kompleksową pielęgnację młodej skóry podczas mycia - głęboko oczyszcza i odświeża, a jednocześnie zapobiega powstawaniu wyprysków. Pantenol ułatwia układanie włosów i łagodzi podrażnienia skóry a czynne substancje działają antybakteryjnie.
Po użyciu Twoja skóra pozostanie czysta i świeża przez cały dzień.

Clearasil for men
świetnie wyglądająca skóra, minimum wysiłku.

DLA OSIAGNIĘCIA NAJLEPSZYCH REZULTATÓW:

Używaj żelu do codziennego mycia, a Twoje włosy i skóra będą głęboko oczyszczone i odświeżone.
UWAGA: Unikaj kontaktu z oczami, w przypadku dostania się preparatu do oczy natychmiast przemyj je wodą.

SKLADNIKI:

Aqua, Sodium laureth sulfate, Glycerin, Ammonium lauryl sulfate, Cocamidopropyl betaine, Sodium chloride, Polysorbate 20, Parfum, Dipropylene glycol, Triclosan, Panthenol, Polyquaternium- 10
Polyquaternium- 39, Citric acid, Aloe barbadenis, Propylene glycol, Disodium phosphate, Magnesium nitrate, EDTA, Sodium acetate, Methylparaben, Methylchloroisothiazolinone, Isopropyl alcohol, Magnesium chloride, Methylisothiazolinone, Propylparaben, CI 42090, CI 17200.

BOOTS HEALTHCARE

Boots Healthcare Sp. z o. o
ul. Poleczki 23
02-822 Warszawa
www.clearasil.pl

Posiata atest PZH.

Nr serii i data ważności na opakowaniu.

200ml e (recycling - znaczek)

kod kreskowy: 5 906197 371082.

Przydatny do Lipca 2006.

I energizujący piling do mycia twarzy.

Składniki zamieściłem specjalnie dla Agi i jej biol-chemu.

Ale to nie wszystko. To było rano. Wieczorem pojechalismy do dziadków, bo tam zawsze jest wigilia. Od razu zostaliśmy ostrzeżeni, że nie wolno wchodzić do eks-pokoju taty. Życzenia i opłatki. Jemy. Jemy. Jemy. Jemy. Jemy. Prezenty!!!

Dostałem:

Sliczną piżamke z napisem "wild cat" i chyba jakąś pumą od babci (jest bardzo fajna, wlasnie w niej siedzie. To znaczy, piżama, a nie babcia. Babcia tez jast bardzo fajna, ale w niej nie siedze)

od cioci dostalem skarpetki na narty, czyli deske, takie same, jakie kupili moi rodzice dla ich syna, tez Macka, nawiasem mówiąc ().

No i otwieramy kolejne prezenty. W jednym jest pedał do keyboardu. W drugim dwie instrukcje. Dziadek mówi: chodzcie zobaczyć tego psa... Otwieramy drzwi, a tam NOWY KEYBORAD!!!! YAMAHA DGX-505!!! Marzylismy o takim! Ma tyle klawiszy, ile pianino, i jest swietny!!!


No wlasnie, bede konczyl, bo chce sobie pograć... Mam nadzieję, że bajka o ŻELU POD PRYSZNIC DO WŁOSÓW, TWARZY I CIAŁA była bardzo pasjonująca.

Baaardzo...

Little Prince

2004-12-19
13:19:44
skomentuj (6)

Seksizm monarszy?

Obejrzałem dzisiaj po raz n-ty "Małą Księżniczkę", bo ten film nigdy mi się ni znudzi, bo jest taki magiczny i ten pan w pomarańczowo-żółtych atłasach i jedwabach z podwójnym wąsem, który wygląda jak Husajn trochę, ale ma turban i się tak przekonywująco i... i... raspektująco uśmiecha, a ta mała księzniczka takie ma pomysły.... a ta Beki, ta Murzynka, takie radosne dziecko, to normalnie taki świetny film!
Tylko cały czas są filmy o księżniczkach:
"Pamiętnik Księżniczki"
"Mała księżniczka"
"Kopciuszek"
"Mulan"
"Pocahontas"
"Barbie: Księżniczka i żebraczka"
"Śnieżka" <- królewna, ale to nieważne.
"Śpiąca królewna" <- to samo.
"Sierotka Marysia"
"Ala co ma kota"
"Alicja w krainie Czarów" <- świetny film, na Hallmarku często leciał.
"Dziś 13 jutro 30"
"Kubuś Puchatek"

A królewicze i księża?

Mamy tylko

"Książe i żebrak"
Bo Król Artur to król, nie książę...

I co powiecie na to, hhmmm?



PS. Prosze tego, kto zmienił mi parametry na stronie głównej i bezczelnie wkradł się do mnie o zgłoszenie się w księdze lub tym komentarzu, choć to pewnie i tak nie bedzie możliwe, bo z cennymi informacjami na temat, jaki mam ustawiony div do notek, jedzie właśnie, przemytnik puchumarny, do Algierii.


Dopisane po namyśle 44 minuty później:

Oglądałem wczoraj urywki z finału chybionego reality show, jakim jest "bar", gdzie zaprasza sie jakieś alkazary i inne...I występował wczoraj zespół ICH TROJE. POważnie. Śpiewali "babski świat" po rosyjsku, zapowiadał taki pan z radia eska, którego nigdy nie sluchalem, bo jestem wierny eremefefowi. Ich troje śpiewa po rosyjsku, gdyż w krainie tego języka nagrywają płytę i zamierzają podbić Rosję. Więc za rok na stadionie 10-lecia będziemy mogli kupić płyte Ich Troje za 3 eurocenty. A Druga wiadomość to taka, że pan-którego-inicjały-to-M.W, założył nowy zespół Red Head i śpiewał, ze jest super być pięknym i obrzydliwie bogatym tak jak on. Na gitarach udawały dwie kobiety, chociaz dlugo zastanawialem sie, czy to nie są przybysze z innej planety: Idiotyzmu. Jedna była ubrana cała na biało łącznie z włosami i miała tylko takie jakby.... zamknięte w zardzewiałe puszki nogi. To były buty.
A druga to już lepiej nie mówić. A Wiśniewski dwa razy chybił z plejbekiem i jak leciała jego kwastie, to się napił. Idiota.

pa

Little Prince

2004-12-18
11:23:18
skomentuj (3)

Bezpretensjonalność.

Ocena z bloga relatywne-oceny:
Grafika : Oczywiście samodzielna. Sprawiła, że dech mi w piersi zaparło. Pierwsze wrażenie? Zielono i radośnie. Poza tym szata graficzna jest bardzo bezpretensjonalna, co wysoko cenię, bo jak już kiedyś powiedziałam urzekają mnie proste, choć w jakiś sposób niekonwencjonalne szablony. A ten niewątpliwie się do takich zalicza. Doskonale do niego pasuje tytuł 'Kochaj życie!'. Wprawdzie zapachniało mi nieco reklamą od Tymbarków, ale co tam. Kochaj życie, otóż to. Tego mi było trzeba.
Wpatrując się w niego, dostrzegłam, że aż z niego kipi pozytywna energia. I o to chodzi! Mam tu do czynienia z cudownym dziełem dwunastolatka. Całe szczęście, że nie ma tu jakichś fallen angelów, bo bym się załamała. Zamiast tego właściciel bloga serwuje mi dużą dawkę wesołości i dzieciństwa. Proszę nie odbierać tego negatywnie. Nie napisałam, że szablon jest dziecinny, tylko dziecięcy. I właśnie między innymi dlatego tak mi się podoba. Wyróżnia się na tle innych pseudomrocznych buntowników. Jakże się cieszę, że mogę ocenić Twoją pracę :)
Układ bloga jest pionowy. Tło jasno zielone. Całość podzielona na dwie kolumny. Po lewej znajdują się notkowania - 'życie', a po lewej wszelkie tzw. niezbędniki. To znaczy: księga gości, linkowania, informacja o autorze (ekhm...długa i wyczerpująca, ale w porządku :) ) i buttony. Widzę, że właściciel bloga jest fanem Kazimiery Szczuki... uznaję to za oryginalny przypadek :P Bywa i tak.
Rysunek główny obecny! Jest to sympatyczny JPG czerwonego dwupiętrowego autobusu z ludzikami. Kolorowo i wesoło. Wszystko ładnie współgra. Wyczuwa się lekką i przyjemną atmosferę - czyli tak jak lubię.
Właściwie zirytowała mnie tu tylko jedna rzecz...Nie dopasowałeś porządnie podstron. Tego zrozumieć nie mogę. Istnieje kilka możliwości. Albo Ci się nie chciało (Uuuu, wątpliwa teoria), albo jako, że jesteś osobnikiem płci męskiej nie potrafisz odzwierciedlić perfekcyjnie strony głównej na podstronach. (Bardzo proszę, aby się nie bulwersować, panowie...Wszyscy wiemy, że przecież, tak naprawdę nie jesteście daltonistami:P).
Bo nie uwierzę, że skoro stworzyłeś na stronie głównej takie cudeńko, to nie umiałeś zrobić podstron. Wystarczy prosta umiejętność klikania myszką 'kopiuj, wklej' (by vol) :)
Ponieważ jednak szablon mi się podoba zostanie Ci to wybaczone, mój drogi...znaj moje dobre serce :)


Ocena : 8/10


Treść : Pierwsze dwa miesiące nie kipią może intelektualnymi wywodami i intrygującymi przemyśleniami, ale jestem w stanie to zrozumieć ze względu na młody wiek autora. Jednak muszę stwierdzić, że już wówczas autor bloga nie pisał odpychająco. Po prostu stosownie do swojego wieku. Niektóre notki mnie rozbawiły, niektóre rozczuliły...: "A tak w ogóle to czytałem fajną ksiązkę dla dziewczyn. Zawsze czytam ksiazki dla dziewczyn.
Książki dla chłopców są głupie, denne i nudne."
Potem już tylko lepiej. Jestem pod dużym wrażeniem. Jednym słowem...jestem oczarowana. Znakomite poczucie humoru. Takie...normalne. Szczerze mówiąc znudził mi się wieczny sarkazm i pryskanie złośliwością na wszystko co nam nie pasuje. Znudziło mi się to z chwilą, kiedy przeczytałam 'odę do czapki' autorstwa właściciela owego bloga. No, po prostu cudo. Oczywiście zdarzają się też codzienniki...ale poziom jest ustabilizowany. Wprawdzie skopiowana rozmowa z GG (cała) nie była może przesadnie dobrym pomysłem na notkę, ale jak zwykle wybaczam. Podoba mi się to, że piszesz szczerze, bardzo szczerze, a to naprawdę widać!


Ocena : 7-/10

Ogółem : 15/20

Oceniała Amelie. Chyba jeszcze nigdy nie dostałem takiej wysokiej noty...

To był wielki skok z telemarkiem, powiedzieliby fani skoków narciarskich, zrobienie tego szablonu.

Little Prince

2004-12-17
18:01:01
skomentuj (0)

Pięć, sześć, siedem, osiem.

Chciałem obejrzeć "Pół żartem, pół serio", ale było czarno-biało i nudno, więc sięgnąłem po "Chicago", bo jakoś zawsze chciałem obejrzeć, ale nie było czasu lub byłem zajety czymś innym, na przykład oglądaniem "Smażonych zielonych pomidorów" (to świetny, ale smutny film, nawiasem mówiąc). "E tam, na pewno to całe Chicago nie jest aż takie świetne, bo czytalem, że tam się zabijają.", myślałem. Niesłusznie, moi mili, jak się pewnie domyślaliście. Wstrząsnęła mną ilość tańca, oprócz musicali w Operetce nie widziałem nigdy takiego tańczącego filmu. No i obsada. No i te teksty. No i ta muzyka. Ten cały jazz, jak śpiewała Velma (Katrin Zeta-Dżons) w tanecznych wygibasach. Nie podobała mi się tylko jej fryzura, bo wyglądała jak strach na wróble. Strzecha wiecha, jak powiedział Paulo Pucanesca w "Pamiętniku księżniczki". Parva cura! Dzisiaj jest premiera drugiej części "PK", a ja jestem chory. Moja wina. Chodziłem bez czapki. Teraz mam zapalenie zatok. Wiecie, że podczas castingu do "PK" Ann Hattway [nie wiem, jak się pisze to nazwisko], która teraz już gra Mię, spadła z krzesła? Hehe, może to było wyreżyserowane...

Zauważyliście, że zacząłem pisać z polskimi znakami? To przełom. Teraz tylko wydam jakąś książkę, np. "Heavy czy Happy Metal?", w której będą listy Metala do Metalki [?] i vice-versa [czy to się pisze z tym myślnikiem?], która jest na wymianie w Azji i medytuje z przystojnym mnichem, który po 16 latach życia w bunkrze w przekonaniu, że uchroni go to od... od...od powrotem do przeszłości, kiedy to spadła bomba na Hiroszimę, wyszedł na zewnątrz i zaczął zgłębiać tajniki swojego już szestastego wewnątrznego oka i ósmego żołądka (dochodzi już do dziewiątego). Metalówka pisze do Metala, że Yurgiej zabiera ją na wycieczki. Yurgiej ma na imię Yurgiej, bo ma rosyjską krew, gdyż jego matka, która była dziennikarką tygodnika "Munkin" dla żon polityków, wróciła do Azji w błogosławionym stanie, a dziewięć miesięcy później urodził się Yurgiej i jego siostra, Sjetłana, ale ona wstąpiła do sekty "Kilimandżaro" i piekła ciasta. Metal wyjeżdża do Grecji. Tam spotyka Jutrexonię, która pokazuje mu piękno świata. Oczywiście, Metal poznaje ją, gdy wyłania się z morskiej piany, niestety (dla Metala), ubrana w bikini. Skąpe, ale jednak. Jutrexonia mówi, że ma na imię tak, jak ma, bo jej ojciec zawsze planował jutrzejszy dzień o 23:00, a drugi człon "xonia", pochodzi ze starożytnej greki i oznacza "orzeszki", bo Grecja słynie właśnie z nich (rodzina Jutrexonii była bardzo patriotyczna). Jutrexonia nie była ładna. Nie było w niej cienia kobiecości, pisał tak Metal do Metalówy, która przeszła na buddyzm. Gdy Juxa (zdrobnienie od Jutrexonia) miała 14 lat, czyli było to 7 lat temu, poszła na wycieczkę z tatą i gdy łapali motyle, które w Grecji są wyjątkowo piękne, jej tata (miał na imię Julio, czyt. Hulio) tak się zamachnął kijem z przywiązaną siatką z hipermarketu "APOLLO", że złamał jej nos. Nie pochodzili z bogatej rodziny, więc Juxa musiała się nauczyć żyć z tym wyjątkowo szpetnym nosem. Jej nogi były krzywe jak stojaki na znaki drogowe z czasów, gdy Metal był zbójem. Jednak nie przejmowała się tym, gdyż miała inne problemy: jej syn, Kravio, wychodził za bogatą Judytę. Była Polką. Metal zakochał się w niej z wzajemnością i wrócili do Polski (zostawiając Juxę i Kravia i jej ojca i jego dziadka, Julia, czyt. Hulia), żeby powiedzieć ostateczne "pa" rodzinie i wyjechać na stałe w okolice Missisipi, gdzie założyli farmę krokodyli, które były całym ich światem, oprócz ich samych, oczywista. Zadzwoniła do niego Juxa, która powiedziała, że Juliowi (czyt. Huliowi) jest bardzo niedobrze, a ona nie zna leków na nudności. Metal dał się złapać w pułapkę, gdy przyjechał do Grecji, Juxa zaciągnęła go do buszu (który w klimacie śródziemnomorskim nie jest możliwy, chyba że to jest makia, ale w niej się nie da schować, ma jakieś pół metra i jest gęsta.) i powiedziała, że nie chce, żeby tak było. Metal wrócił do Polski. Metalówa też wróciła, bo Yurgiej okazał się oszustem matrymonialnym, i całą swoją historię zmyślił. Metal i Metalówka przysięgli sobie miłość, a w dowód wytatuowali sobie na opuszkach palców po jednej literce z imienia swojej drugiej połówki. Koniec.

Oczywiście, nie mam nic do Metalów. Podziwiam ich.

Pa.

Little Prince

2004-12-15
17:51:55
skomentuj (2)

Przepraszam, czy tu leczą?

CHORY JESTEEEEM! I nie byloby w tym nic tragicznie dramatycznego, gdyby nie ten mały, zaiste, bardzo mały w stosunku do Wojny-W-Iraku lub Pani-Beger-I-Jej-Kobiet-Lekkiego-Prowadzenia-W-Oczach szkopuł: w piątek, oprócz premiery 2 cześci PK w kinach, jest Festiwal Koled I Pastoralek, w którym bede miał wątłą przyjemność występować. Byłaby ona mniej wątła, gdybym nie wypluwał jelit i nie wysmarkiwał mózgu. Serio, już nawet nie wiem, że np. pierwiastek z 36 to 6... Ale co tam, mądrością i tak nie grzeszylem - powiedział skromnie, wiedząc, że i tak nikt mu nie uwierzy, ale wtedy powiedział: - bo inteligencja to nie wiedza, lecz świadomość własnej ignorancji, jak powiedzial.... Sokrates, Exumpery, czy może Majka Jeżowska. Tym jednak dowiódł, że jest inteligentny.

Ale, ale! Dość tych dygresji (i tu kolejny argument przekreslający zupełny brak inteligencji, ponieważ znam ludzi, którzy uważają, że dygresja to coś w stylu psychicznej agresji...)


No wiec jestem chory. I pomimo, że tylko kaszle i mam niewyobrażalny smarkotok, dostałem antybiotyk. Moze to i dobrze? Moze mnie wyleczy? Chociaż, nie wiem, czy nie odwale dzis w nocy kity, bo całą noc nie spałem i czytałem "Przepraszam, czy tu głasczą" (świetna książka, nawiasem mówiąc), aż skończyły mi się o piątej nad ranem (co jest zastanawiające, bo wtedy, gdy wyżej wspomniane chusteczki mi się skończyły o piątej nad ranem, leciał z mojej wieży stereofonicznej firmy AIWA utwór SDMu "Czarny blues o czwartej nad ranem", a co jest jeszcze bardziej zastanawiające, ostatnią chusteczkę o piątej nad ranem wysmarkałem, gdy smętnie zawodzono : "już piąta.... może seeeeeeeen przyjdzieeeee...") I zasnąłem.Obudziłem się w oparach chusteczek i własnych smarków, które na szczęście leżały pod łóżkiem...I nie moge teraz zasnąć! Bede teraz wieźniem bezsenności i pobiję rekord Ginesa (swoją drogą, to te ksiazke tez czytalem wczorajszej nocy) w Niespaniu.

No i teraz najchetniej chodzilbym z talerzem pod nosem, zebym nie musiał wykonywać iście Strongmenowskiej czynności w postaci pociągania nosem, od którego boli mnie glowa i mam zatkane uszy. Ide po chusteczke.Już.

Zaskakujące, jakie blogi mają dziwne nazwy, np.: Zielony Renifer. Czaderska.

Wczoraj była u mnie Ola, Natala i Kuba Sz. Dali mi słodycze. Dzisiaj przyszla Ola i Karaboska. Dały mi słodycze, a KaraBoska kabelki do plecionek, zeby mi sie nie nudzilo. Potem Aga przyniosla mi muliny od mamy, zeby mi sie nie nudzilo, zaczalem robic bransoletke w takie... celtyckie [?] ornamenty, takie spiralkowate.

Ide, bo mi troche zimno... I musze wyrzucic do Kosza-Na-Chusteczki-W-Postaci-Tygryska stosy chusteczek. Swoją drogą, to możnaby je dawac na recycling...

Little Prince

2004-12-10
16:30:45
skomentuj (2)

Korektyrygacjonalizacja.

ODA DO CZAPKI
O czapko zrobiona ze stuprocentowego włókna akryłowego
Ty mnie grzejesz
W moją głowę nie za pełną
Lecz niepustą też
Czapko
jak to łatwo powiedzieć
lecz nie łatwiej wybrać Cię spośród innych czapek oznaczonych literą "r"
Wiem, że masz swoje prawa
prać w 40 stopniach
nie wybielać
suszyć poziomo
nie prasować
nie czyścić
Szanuję je

Kiedyś to napisałem, to było rok temu w grudniu. Przypomniała mi się dzisiaj. Chcę tylko dopisać:

ODA DO CZAPKI
O czapko zrobiona ze stuprocentowego włókna akryłowego
Ty mnie grzejesz
W moją głowę nie za pełną
Lecz niepustą też
Czapko
jak to łatwo powiedzieć
lecz nie łatwiej wybrać Cię spośród innych czapek oznaczonych literą "r"
Wiem, że masz swoje prawa
prać w 40 stopniach
nie wybielać
suszyć poziomo
nie prasować
nie czyścić
Szanuję je
Tylko powiększ się troche
Na mój w już połowie pełny łeb.

A dzisiaj, to normalnie nasze czapki latały po drzewach i przeleciały prawie całe osiedle.; Zaczeło się od gry w czugby (czapkowa wersja rugby) czapką Marcina, pozniej Stachu wrzucił element stałych czugbowych zmagań na dzrewo i się musiał wspinać. Na taką małą drzewinkę, Natala, która ma 6 metrów, mogłaby bez stawania na palcach zdjąc te czapke.

Pisalismy tez kartkówke z matematyki. Poszla mi swietnie


No....


A wczoraj bylismy na wykladach z historii i w muzeum. Ogladalismy sobie jak mieszkal niejaki Caro (Gliwiczanie pewnie w życiu o nim nie slyszeli...) i wystawe "szklo jak plaster miodu". Doceniam tych ludzi, którzy robili te szklane cuda. Ja tobym nawet nie umiał ulepić kuleczki ze szkla. Ulepic? Złe słowo.

A to znak, że już czas konczyc, bo zaraz zaczne pisac to, czego wcalebym nie chcial.





Little Prince

2004-12-08
13:58:07
skomentuj (2)

Instruktoraż...

Gwoli waszej wiedzy, na życzenie Natalii (lat 12, wzrost: chyba z 3 metry, włosy: blond, cera: blond, oczy: okulary, aparat: już nie, linkin park: TEZ JUZ NIE), która nie wie, jak sie komentuje moje notki, ale wie, ale nie wie i chce, zebym wytlumaczyl:

Klika sie na "sk" w "skomentuj". Nie wiem, dlaczego tak sie robi, ale tak sie stalo, to Wina Abrahama (AAAAABBAAAAA OOOOOJCZEEEEE)


Jezus, Maria, Józef, Gabriel, Kain I Abel, Paweł i Gaweł, Jan Chrzciciel, Elżbieta, babcia Jezusa!!!!!!

Nic nie umiem na niemiecki. Bedzie kartkowka, a mnie nie bylo w poniedzialek w Mikolajki, bo mialem koncert i w poniedzialem tydzien temu bo byłem ciężko chory na "słabo mi!"
Naprawde było mi słabo. A w poniedzialek mialem 37 i 2.Ale to niewazne...

NIC NIE UMIEM! Regenbogen, Riesenschlange, szćzśsicvhżrzystekad dfkdLFOIUAWOU

Welches Wetter ist dein liebling Wetter?
Mein libnlings Wetter ist kalt, wenn regnet es und es gibt Gewitter.

Sratatata sikamama.


Little Prince

2004-12-06
19:51:08
skomentuj (2)

-Byłem grzeczny -odpowiedział, lekko kolorując swą wypowiedź

Dzisiaj Mikolajki!!! Sie konczą... Ale!
Dostalem:

Od Mikolaja Agusi:
bokserki (zielone!!!) z reniferami, które noszą prezenty i mówią "UFF" Czadoskie! aktualny stan : noszone

Od Mikolaja Mami&Dedi:
skarpetki zimowe-sportowe-snowboardowo-narciarskowe Czadoskie!
aktualny stan: nienoszone

Od Mikolaja babci:

slodycze Czadosko!

od Mikolaja babci&dziadzia:

slodycze&kasiora Czadosko!

Od Mikolaja Patrycji H.:

swietny kubas, wielki jak moja stopa (40), a moze nawet i wiekszy, niebieski z pieskiem. Czadoski!

Teraz żre czekolade, popijam herbatą z nowego kubka, strzelam gumką od bokserek, nie wydaje narazie kasiory i lukam na skarpetki. Za chwile bede czytal "Swnińskim truchtem" Pani Joasi Fabickiej, kąpał się, czytając w.w książke, uczył sie i ogladal "wyprawe robinson"!!! Zocha tez bedzie.


Ogladala.


Anioooooly bieszczadzkie bieszczadzki anioly....

Little Prince

2004-12-03
16:30:00
skomentuj (6)

Stłumiony w zarodku

Nosz Kurka Morska!!! Dzisiaj zostałem dobitnie zniechęcony do dalszego zaiteresowania kwestią literatury. No po prostu moja Wielka Kariera Krytyka Literackiego I Pisarza Niczym Kazimiera Szczuka została stłumiona w zarodku!!!
Kiedys była kartkówka z literatury. Trzeba było sobie wybrać temat i pisac na temat, który ten temat porusza.

"Udowodnij na podstawie poznanych utworów, dlaczego wojna jest złem"

I napisalem na 2 strony A4 i 11 linijek. Trzy fragmenty wierszy, moje przemyslenia.

I TO WLASNIE MOJE PRZEMYSLENIA zostały podkreślone CZERWONYM CIENKOPISEM.
A wiecie jakie?

"To nie jest fajne"
powinno być elegancko "Tak nie przystoi dżentelmenom"

"Walczyli bez "dowódcy" Sucharskiego, który miał lekkie odchyły"

powinno być dystyngowanie: "walczyli bez "dowódcy" Sucharskiego, który pod wpływem Niemieckich napastnikow przestraszyl się i schował".

chleb codzienny
powinno być: "chleb" codzienny.

A ja chcialem być taki......ostry jak......Najsztub! Byc moze bylbym jego następcą i byłby program w znanej komercyjnej telewizji, której nazwa zaczyna się na T, w środku jest V, a kończy się na N, program "Pawlak prosi do płota"!


Ale nie. Teraz będę prowadził program "Jak nie dać ponieść się emocjom" I razem z partnerką, która ma na sobie stringi ubrane na różowe legginsy, będziemy o 5 rano na żywo robili: wdech yyyyyyyyy wydech ffffffffff przez pol godziny a pozniej się będziemy naciągać. A potem Sindi Krałfurd poprowadzi program odchudzający dla Matek Po Ciąży. Myślę, że to pożyteczny program. Mam nawet z nim kasetę!



rozpływam się w mroku ....... zapomniany ..... stłamszony .............. stłumiony niczym rura wydechowa piłka tenisową Wilson (która to nazwa często mi sie myli z Wilkinson..).......

Little Prince

2004-11-26
17:31:35
skomentuj (0)

bezimienni, Rózewicz razy 2, Kopalnia (od dzisiaj Dworzec) i inne historyczne fenomeny Gliwic

Dzisiaj byłem na konkursie z historii gliwic razem z Panią Kasią (Naszą-Panią-Opiekunke-Grupy-I-Przygotowawczycielkie-Nas-Do-Tegoż-Konkursu), Kubą i Michaelem.Gerenerenalnie było kulaśnie, bo jedli drożdzówki (a ja nie, bo nie moglem, bo mam aparat, och jak Wam trzeba wszystko tłumaczyc), no i w ogole fajna koncepcja tego konkursu, bo najpierw była taka prezentacja w SALI HISTORYCZNEJ(!!!!!! my takiej nie mamy) o Zieleni W Gliwicach, a pozniej ten konkurs był i to było tak sobie, że było 15 stolikow - kazdy mial jedno zadanie. No i my musielismy chodzic do tych stolikow i tam były panie, ktore nam dawały zadanie i mowily ile mamy czasu i pozniej to sprawdzaly i mowily ile punktow i wpisywaly do karty. No i teraz troche opowiem o temacie notki.
1. Bezimienni.
W zadaniu polegającym na opisaniu, co przedstawia pomnik. No i był Mickiewicz i Piłsudski. No i zeby nie tracic czasu, to pisalismy tylko nazwiska. No a kobieta, która to sprawdzała mowi, ze oni mieli imiona i nam dala po pol punkta z kazde!!! Prosze pani, MICKIEWICZ I PIŁSUDSKI, MICKIEWICZ I PIŁSUDSKI, MICKIEWICZ I PIŁSUDSKI, MICKIEWICZ I PIŁSUDSKI, MICKIEWICZ I PIŁSUDSKI, MICKIEWICZ I PIŁSUDSKI, MICKIEWICZ I PIŁSUDSKI, MICKIEWICZ I PIŁSUDSKI, MICKIEWICZ I PIŁSUDSKI, MICKIEWICZ I PIŁSUDSKI, MICKIEWICZ I PIŁSUDSKI, MICKIEWICZ I PIŁSUDSKI, MICKIEWICZ I PIŁSUDSKI, MICKIEWICZ I PIŁSUDSKI, MICKIEWICZ I PIŁSUDSKI.

2.Trzeba było opisać, kogo przedstawia portret. Portrety były sxerowane, wiec nic nie było widac i myslmy wpisali w dwóch rubrykach Rozewicz, bo bylismy pewni, ze to ktorych z dwoch. MArcina Strzode nazwalismy Swietym Albertem, a reszty nie napisalismy :)

3. W zadaniu, gdzie trzeba było opisac zdjecia, Kopalnia była według nas Dworcem Centralnym.

No ale ogolnie było superosko, mamy nowych kolegow i kolezanki i mielismy 64 punkty. Na 86 albo 81, nie pamietam. A pozniej wracalismy na piechote z Obroncow do szkoly :) Fajnie było.


A dzisiaj jest piatek!!!



No i?

Little Prince

dodaj/obejrzyj

Oni
Kubuś
Sfrustrowany

Inne
Haiku <3
Fotofotografie
Pan Gil Zaprasza
♥ Mandy ♥
Moj Friendtest
♥ orsinal ♥
Norah Jones
Sportsmen
Origami modulowe

One
Tylko Onaaaaaaaa
Kiss Her xP
Uśmiech Losu
Sama-Się-Tak-Nazwała
Pani Labiryntowa
Sigma I Jej Kot
Kobieta-Kot?
Blądi
Wańka
Olgitka
Skarmelizowany cukier
Jej-Małe-Sekrety
Agaciczek
Karaboska!
Ola
sunrise-sunset
Niegrzeczna
Magdusia
Tańcząco Śpiewająca Josephine Baker
Ola
W szczebrzeszynie
Ana Banana
Hania
Natala
Some Lady
Basia - truee
Zuzia
Miaka-chan
Alyana
Moniii
Ineczka
Zula-S
Puccia
SuperAnia

Mój:

Wasze





Kasia Stankiewicz FANLISTING



oranges
	  <-pierwszy polski fanlisting pomarańczy

acapella.pl

Ja, czyli Maciej Ryszard (trzecie podam za trzy lata) P.
Mam dwanaście (12) (XII) lat i mieszkam w Gliwicach.
Mam szczęsliwie rodzinę:
mamę
tatę
siostrę, debiutowała tu w karierze fotomodelki
i wiele innych

Mam wielu przyjaciół:
Zosię
Incię
Kubę
Anię
Marysię
Gosię
Dominikę
Sabinę
Kasię
Olę
Natalę
Pawła
Piotrka
Demka
Maćka
Wszystkie dziewczyny oprócz
Zochy
Oli
i Natali
to moje przyjaciółki z
Zespołu Wokalno-Instrumentalnego YSM.

Chodzę do szkoły, różne stopnie zbieram.
Ogólnie to lubię moją szkołę, zapominając o:
wstawaniu z kurami
stresie, którego w ogóle nie odczuwam
Czynnikach wpływających na moją psychikę, takich jak:
nauczyciele
uczniowie
nauka, która w rzeczy samej nie jest taka złowpływowa
wiele innych.
Moje ulubione hasła: Kurza mol, nawiasem mówiąc
Moje urodziny: 1 września
Moje imieniny: 30 stycznia
Ważne rzeczy: książka, muzyka, książka, muzyka
Ważne rzeczy: rodzina, przyjaciele, szkoła
Mniej ważne: jestem zarozumiały
pyskaty
głupi
i głupszy
zakompleksiony
rocznik 1992
lubię historię
nie lubię polskiego
umiem polski
nie umiem historii

The current mood of Maciak at www.imood.com

2005
listopad
sierpień
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2003
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień

Pomysł: Ja
Wykonanie: Ja
Obrazek:folio
Czas pracy: 2 dni
Ilość nerwów: zadziwiająco niska